Wszędobylskie wspomnienia zdrapuję.
Jak kurz połacie zatopione w swoim mam ciele.
Wszechobecne promienie słońca rażą moje oczy
jak grzechy przed Bogiem. W niebie.
Nie, nie wiem. Jak długo tu byłam, po co,
czy stąd ruszę, czy na zawsze wszechbędę.
Zewsząd wszechgromadzą się nade mną chmury.
Jak wścibskie spojrzenia, co ciągle pytają:
ta miłość to katharsis była, ekstaza, radość i raj,
czy piekłem była, głupotą i wszechbłędem.
***
10.12.2019
Magdalena Tatar
***

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz