poniedziałek, 25 listopada 2019

Arboretum jesienne


 



Jesienią Wrzesień okrył mnie, tak jak obiecał, ciepłymi promieniami, 
mglistym kocem. Omszałym kobiercem
szeleszczących wspomnień, liści. Powiedz, wyjaśnij. Powiedz czemu 

— bym poczuła się kobietą czy dzieckiem?


Krew, tętno, tęsknota. Przymykam w drodze krętej i wilgotnej 

oczy, powieki sklejam. Czy to
przędza jesiennej woli zamyka mi je na światło, miłość, las i drogę, 

czy to tylko lepkie babie lato?


Palce, palce gałązek w górskim lesie potargały myśli. Uczesały marzenia.
Czuję sygnał, który daje świat. Niechęć chęci, chęć niechęci do wiecznego szukania.
Szukam wzburzonego morza spojrzeń, huraganu wnętrza, 

co pieści obłęd, mąci wodę i zmienia — wszystko zmienia.


Może jeszcze raz i jeszcze znowu. Pójdę szlakiem w górę 

lub w dół. Ponownie przemierzę.
Daj mi znaleźć ciepłą dłoń Październiku na karku słabym, 

rozłóż jesienne ramiona — szerzej.


Szerzej, szerzej wiedź drogo, a przytulne miejsce na nocleg 
daj mi znaleźć dobry Listopadzie. Wspomóż
sekretne przejście, na drugą stronę szaleństwa, lepszą stronę, spełnioną

i spokojną. Niech będzie mi cieplej, kiedy przyjdzie Grudzień.


A jeśli bym nie widziała waszych znaków, pogubiła ścieżki, 

poszła drogą, co nic nie zmienia, a niszczy.
Jeśli nie dacie mi szansy, pójdę inną miedzą sama. 

Bez mieści i ciepła, ale bez wojen i zgliszczy.



***

10-16.10.2019

Magdalena Tatar 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz