Zasiadła Amelia w fotelu alabastrowym,
chętne ramiona winnych pnączy ją utulą.
Odetchnie chwilę ciennym tchnieniem,
chętne ramiona winnych pnączy ją utulą.
Odetchnie chwilę ciennym tchnieniem,
zastygnie na chwilę albo wieczność smutną.
Podtrzymały koronkowe, misterne poręcze wątłe dłonie,
kroplą rosy winne grono oblało fiołkowo-trupie wargi.
Makową czerwienią spierzchnięte ustka Amelii płoną,
spojrzenie zamarło, serce ustało, nie słychać najcichszej skargi.
Pajęcze koronki utkanych całunów rękawów. Bajeczne.
Splotły się silnie z powojami, stalowym oparciem, altaną.
Kaskada liści, baldachimów jak dach na głową zwisła
chroniąc myśli, spokój i serce, jak zielone, silne skrzydła.
Kapały srebrne krople jak oddechy na gorące czoło, ciało.
Zapachem róży, piżma, bzu, którymi on się zachłysnął.
Kap, kapie teraz wino, jak z pocałunków ścieka.
Otwiera oczy i usta, koi Amelia serce starą pieśnią.
"Rośnij, rośnij złoto mi. Nabrzmiewaj złoto, bogactwo,
ale nie w pierścieniach, koronach i w monetach,
lecz w cieple dusznych pól i bursztynowych ziół,
którymi obsypię oblubieńca, który na mnie czeka."
Zebrały się w tęsknej głowie wszystkie zmysły i wspomnienia.
Zachwiał się w posadach tysiącletni spokój, mur, dom.
Ochłonąć Amelia nie może, tęskni i inna jej gorąca potrzeba.
Zakotwiczony po każdy moment i brzeg. On - Sztorm.
Wyłania się z morskich głębin ten wulkan wielkiej siły,
muska Sztorm po skroniach lekki wiatr pieśni i poezji.
Nie zetkną się na tej ziemi, tylko w boskich światach.
W niepojętej bliskości i dali, w niespełnieniu bez-brzeż-ni.
06.09.2019
***
Magdalena Tatar

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz