sobota, 16 listopada 2019

Amelia



Zasiadła Amelia w fotelu alabastrowym,
chętne ramiona winnych pnączy ją utulą.
Odetchnie chwilę ciennym tchnieniem, 
zastygnie na chwilę albo wieczność smutną.


Podtrzymały koronkowe, misterne poręcze wątłe dłonie,
kroplą rosy winne grono oblało fiołkowo-trupie wargi.
Makową czerwienią spierzchnięte ustka Amelii płoną, 
spojrzenie zamarło, serce ustało, nie słychać najcichszej skargi.


Pajęcze koronki utkanych całunów rękawów. Bajeczne.
Splotły się silnie z powojami, stalowym oparciem, altaną.
Kaskada liści, baldachimów jak dach na głową zwisła
chroniąc myśli, spokój i serce, jak zielone, silne skrzydła.


Kapały srebrne krople jak oddechy na gorące czoło, ciało.

Zapachem róży, piżma, bzu, którymi on się zachłysnął.
Kap, kapie teraz wino, jak z pocałunków ścieka.
Otwiera oczy i usta, koi Amelia serce starą pieśnią.


"Rośnij, rośnij złoto mi. Nabrzmiewaj złoto, bogactwo,
ale nie w pierścieniach, koronach i w monetach,
lecz w cieple dusznych pól i bursztynowych ziół,
którymi obsypię oblubieńca, który na mnie czeka."


Zebrały się w tęsknej głowie wszystkie zmysły i wspomnienia.
Zachwiał się w posadach tysiącletni spokój, mur, dom.
Ochłonąć Amelia nie może, tęskni i inna jej gorąca potrzeba.
Zakotwiczony po każdy moment i brzeg. On - Sztorm.


Wyłania się z morskich głębin ten wulkan wielkiej siły,
muska Sztorm po skroniach lekki wiatr pieśni i poezji.
Nie zetkną się na tej ziemi, tylko w boskich światach.
W niepojętej bliskości i dali, w niespełnieniu bez-brzeż-ni.



06.09.2019

***

Magdalena Tatar 





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz