Wiosno, Wiosno zeschła, zapłonęły ptaki rozmową.
Dziś to one
mówią, nie ja. Nie wiem.
Czy pióra ich iskrzą się kaskadowymi słowami,
cichą modlitwą czy
perlistym śpiewem.
Zapałałam chęcią rozmowy w milczeniu,
mówić bym chciała. A tu susza.
Słowa bym wydawać chciała jak dzieci, pot, krew i złość,
niech
emanuje dusza.
Śpiewam, śpiewam, aby ktokolwiek usłyszał,
aby dotknął,
zauważył przez prześwit mnie.
Żem żywa, tęskniąca, krwista i namiętna,
a nie tylko pył,
kurz, pajęczyna i pusta dusza.
I mniej jakoś chcę, nie pragnę, nawet nie śnię i nie marzę.
Dlaczego Wiosno do czego innego pocałunki dziś mi służą?
Ręce obejmujące nie sięgają do ciebie ni do mnie. Donikąd.
Powiedz mi, czy szczęście, którego chciałam, to było za dużo?
***
02-03.2020-05.2023

