czwartek, 4 czerwca 2020

Lato II

Przysiadłeś mi na poręczy, ty moje letnie i tęskne zmartwienie.
Objawiasz się cieniem pod późnymi konwaliami i stokrotek więdnięciem.

Zacząłeś mi się Lato drogie od burzy, zamiast słońca, 
od smutku zaczął się nowy początek.
Nietypowo jak na nowe, słoneczne i cieple tygodnie. 
I różne smutki przychodzą mi do głowy.

Nowego, nowego wiersza tęskno mi miły, dawno, 
pradawno już nie widziałam cię.
Kończą się siły, uczucie, kobiecość. Męczą dni. 
Znika, zamiast zachwycać – wdzięczność.

Szumią złote włosy moje, pachną kokosem, różą magnolią, 
a z tobą pachniały powojem.
Muska ramiona nocny powiew szemrzącej poświaty księżyca. 
Pościelą szeleszczę.
Powiedz miły mój, daj mi zasnąć lub się rozkochać. 
Powiedz, czy nie chciałbyś jeszcze?

Nabrzmiewaj, pęczniej tęskno, trawo wzrastaj, 
od środka rośnij i mnie rozgrzewaj.
Muskaj trzewia i korć do kochania, aż ono zapłonie 
i wyrośnie jak wargi czy drzewa.

Podnoś, podnoś mnie tęsknoto za wiosenną miłością, 
podganiaj i ustać nie daj.
Bulgocz tęsknoto, napowietrzaj mnie, rośnij jak ciasto, 
jak dziecko we mnie. Daj mi śpiewać.

Śpiew, śpiewnym czasom wspomnienia oddałam i uśmiechy. 
Posmutniałam i spoważniałam,
Ale pamiętam te pachnące noce, rosa pokryte księżycowe łąki. 
Daruj mi wiosno tamte grzechy.

Bóg i Bogini. Jeden i drugi brzeg rzeki. To my. 
Sztorm i spokojne wody jeziora.
Muskaj mnie od środka, słodka miodowa tęsknoto i pachnij życie, 
jakbym znów była twoja.

Czerwcowy wiatr, majowe smutki zaśpiewał, 
zagarnął jak przyjaciel mnie ramieniem,
Objął, pocieszył, ale też zasmucił i rozgniewał. 
Bo czyś ty był prawdą, czy mglistym zaćmieniem?

Szepczą o mnie trzciny, szepczą polne kwiaty, 
rozśpiewały się ptaki i wszystkie drzewa.
Że nie tak to było. Nie byłeś dla mnie ty ni ja dla ciebie. 
Dłonie zwisają i nikt nie śpiewa.

Stoją, jak stały góry kamienne, kamienne drogi 
i ścieżki wyboiste przed wędrowcem rozpościerał.
Mądry świat, co od wieków już miał góry i doliny. 
Jak w życiu trudności i radości przed tobą otwiera.


3.06.2020
***
Magdalena Tatar


wtorek, 12 maja 2020

Wiosna II



Wiosno, Wiosno zeschła, zapłonęły ptaki rozmową. 
Dziś to one mówią, nie ja. Nie wiem.
Czy pióra ich iskrzą się kaskadowymi słowami, 
cichą modlitwą czy perlistym śpiewem.

Zapałałam chęcią rozmowy w milczeniu, 
mówić bym chciała. A tu susza.
Słowa bym wydawać chciała jak dzieci, pot, krew i złość, 
niech emanuje dusza.

Śpiewam, śpiewam, aby ktokolwiek usłyszał, 
aby dotknął, zauważył przez prześwit mnie.
Żem żywa, tęskniąca, krwista i namiętna, 
a nie tylko pył, kurz, pajęczyna i pusta dusza.

I mniej jakoś chcę, nie pragnę, nawet nie śnię i nie marzę.
Dlaczego Wiosno do czego innego pocałunki dziś mi służą?
Ręce obejmujące nie sięgają do ciebie ni do mnie. Donikąd.
Powiedz mi, czy szczęście, którego chciałam, to było za dużo?

 ***

02-03.2020-05.2023






poniedziałek, 11 maja 2020

Nauczyciel


Ruszyłam między drzewa ścieżką ledwie widoczną, 
raz dołem raz szczytem.
Las mądrym był nauczycielem, drogą szkołą, 
niebo — niebem, życie — życiem.

***

 11.05.2020