Wiosno, wiosno. Wybuchłaś mi w myślach pokrzywowym płomieniem.
A ja chcę, aby płomień ów wizją płochą nie był, a realnym istnieniem.
Zapachem, zapachem mnie wiosno kuś i ciepłem niepamięci, a złożę ci u stóp
kwiecisty obraz kaskadowych snów: miłości, nienawiści i wiecznej podzięki.
Rzeko, rzeko zabierasz mi złe myśli i odpływają dzięki tobie. Uspokajasz.
Przywiedź do mnie nowe. Nową myśl daj w najśmielszej, miłosnej odsłonie.
Góro, góro największa. Zdobywałam cię dotąd tyle razy i zdobywać będę.
Daj mi okruch swojej mocy, wieczności, niech po mądrość miłosną sięgnę.
Światło, światło - ku sobie wiedź nas z przeciwległych brzegów wody. Ku sobie.
A gdy się odnajdziemy, zamilknij i otocz kochanków bezpiecznym, ciasnym mrokiem.
Błękitem krągłym szafirków, pierwszych pąków śnieżną iluminacją bądź i eksplozją.
Wiosno, wiosno umil mi to oczekiwanie. Tyś mi matką, las ojcem, rosa — ambrozją.
Łoże mi wiosno, wiosno ułóż z mokrej trawy, szorstko-złotych trzcin, mchów,
paproci i rosy, co są siołem pamięci uczuć i poświęcenia. Obietnicą wiecznego snu.
Rozchyl promieniami gałęzie, rozepnij mi wiosno sute suknie przemoczone.
Wiosno, wiosno tu nad rzeką czekam na kochanka, a wargi mam tulipanowe.
Wiosno, wiosno, ty otocz leże nasze dzikie ochroną, opieką, światłem, od złego osłoń.
Odwróć oczy i ukryj w sobie nas, wiosennych kochanków, z naszą wiosenną miłością.
***
Magdalena Tatar
1.05.2019